Kiedy w śmierci trwalszego szukając żywota,
Gdziekolwiek szczęście do niej otworzyło wrota,
Żywym sercem rycerskim — bo pewnie nie musem —
Jako on Kokles rzymski z mężnym Kurcyjusem,
Z których tamten do Tybru, ten w pełną trucizny
Przepaść skoczył odważnie, dla miłej ojczyzny;
Jako trzech Decyjusów: dziad z wnukiem i z synem;
Z Scewolą, który rękę spalił przed kominem —
Z tymi i których tylko dawne liczą wieki,
Lubo drzewcem kozackie rozrywać pasieki2969,