Już go żadnym popierać nie chcemy dowodem.

Widzieć ich po jarmarkach i prywatnym feście,

Gdy się strojno, czeladno, przechodzą po mieście;

Pódźże z nim do publiki, choć w onejże lamie480,

Tak skromny, tak pokorny, że wilk a wilk w jamie;

Dopieroż gdy ich w pole wytkną trzecie wici,

Przyjdzie stać na posłuchu481 i zmoknąć do nici;

Nuż podjazdy, nuż ona potrzeba, o której

Słuchając włosy z czapką wstawają do góry;

Gdy mu grzbiet kirys482 orze i jakby za winę