Kartaony526 prowadził, pewnie się nie zagnie;
Krzyształowym wątpliwe brody spiął pokostem
I bystre rzeki szklanym poujmował mostem.
Biały śnieg jako z woru na ten się świat kida527,
Bo się słońca z uboczy nic a nic nie wstyda;
Lecz skoro oszedzieje528, skoro mrozem spierzchnie,
W rozliczne glance iskrzy swe lilie529 wierzchnie.
Więc komu przyszła wojna głowy nie ugryza,
Delikacko na płytkich saneczkach się śliza.
Świszczą smyczki z daleka gościńcem utartem