Zwiódł wojsko, sam zwiedziony, i żadnego śladu
Nie zostawił, w stolicy nie mając zakładu.
Stąd prosto szedł do króla i to sobie przyzna,
Co winna krom zazdrości przyznać mu ojczyzna,
Że narody szerokie, które z samą dziczą
Nieużytej natury z północy graniczą,
Gdzie strasznej monarchiej ogromna machina
Światu grozi, pod nogi rzucił jego syna.
Nie przez ogień, nie przez miecz, ani przez podarki,
Rozumem osiadł twarde tamtych ludzi karki.