Sam w lesie z częścią wojska ulegszy, rozkaże

Bratu z czoła uderzyć na placowe straże;

Skoro tam wszyscy oczy obrócą i siły,

On nic niespodziewany osiędzie im tyły.

Jeszcze słońce nie weszło, jeszcze się za czarną

Nocą cienie i szare mgły ogonem garną;

Świtało, kiedy z wrzaskiem i okrutnym krzykiem,

Powtarzając swym hałła pogaństwo językiem,

Pozganiawszy posłuchy888, jako osy z bani

Padną na straż, tym szkodniej, im niespodziewaniéj.