Wywieszał na horyzont purpurowe grzywy.

W pierwszej się kawalkacie1013 wali Zefir gładki1014,

Spądzając z firmamentu bladych gwiazd ostatki,

I jeśli się jeszcze co szarej nocy pląta,

Wolniusieńkim ją szumem i lekkim tchem prząta.

Potem szeroka rosa z zebranego łona

Na niską sypie ziemię mokrych pereł grona.

Dopieroż zostawiwszy złote łoże zorzy,

Ruszy się słońce z miejsca i wrota otworzy

Płomienistym dzianetom1015, które na świat niski