Orzeł potem z zachodu przyleciawszy srogi,

Gniazdo sobie u jego zbudował odnogi.

Patrzę, co będzie dalej, aż miesiąc bez gwiazdy

W zielonej stanął sferze nad onymi gniazdy,

Z którego zimna rosa tak rzęsisto leci,

Że i orła, i jego zatopiła dzieci.

Grono potem z onegoż wyrosło konaru,

Pełne jagód rumianych; a tyś, wielki caru,

Swą go ręką zerwawszy, w ciasnej prasy fugi1253

Wrzucił i wycisnął krwie purpurowe strugi.»