Na łeb drugich zrucano z chocimskiego mostu,

Kędy już ani maści, ani żywokostu1371

Potrzeba, bo każdy z nich nie bywając na dnie,

Po hakach1372 się w kawałki roztrzęsie szkaradnie.

Dziewki, biednych rodziców nieszczęśliwa piecza1373

(O jakoż często błądzi opatrzność człowiecza,

Kiedy znika nieszczęściu, nierówno go głębiéj

Ślepy strach w niespodziane nagania przerębi),

I te się przed pogaństwem ukrywając z świętą

Czystością, padły dzisia na żądzą przeklętą