W niedostatku wyżywszy wiek, umiera w nędzy,

Żeby spełna doroczna lichwa doszła skrzynki;

Gdy drudzy jedli, pili, on połykał ślinki.

Nie mógł na twardej ręce jego wykołatać

Wstyd i zimno żeby był suknią dał załatać.

Ten płochego pospólstwa faworem2165 odęty,

W niebo pluje i stawia z tablatury2166 pięty.

Drugi karmi i poi, trąbi, bębni, skrzypie,

Wioskę przeda ojcowską, a pieniądze sypie;

Nie wie tego, że jako wicher niewidomy