Skłania cię brać tę zbroję? Gdzie pędzisz? — wyrzekła,

Nie takich to obrońców ciężka wzywa pora

Na nic dziś dłoń samego się zdała Hektora...

Pójdźże tutaj, ten ołtarz śmierci nas odejmie

Lub umrzem razem!« — Rzekłszy to, starca uprzejmie

Na tronie poświęconym przy sobie sadowi.

Wtem oto Polit, wyrwan z ręki Pymisowi

Syn Pryjama, przez strzały, przez wrogów rój tłumny

W głąb pustych sal mknie między krużganków kolumny

Ranny; za nim, krwią dysząc, pędzi Pyrrus z bliska,