Aż wreszcie, z wolna rany ciężkimi zmożony,
Z ostatnim jękiem pada, od skały oddarty...
Zstępuję za boginią przez żar, wroga warty,
Uchodzę; miecz się cofa, uchyla pożoga.
Skorom doszedł nareszcie do samego proga
Starego domu, rodzic, którego ja chciałem
Najpierwej w górach ukryć przed klęski nawałem,
Przedłużać życia nie chce po upadku Troi
I znosić dni tułaczych. — »Wy, o drodzy moi —
Powiada — którym w mocnym uderza krew tętnie,