Tak spierał się, daleki od wszelkich ugłaskań;

Na próżno my, łzy lejąc, ja, Kreuza i Askań

Błagamy z całym domem: niechaj nie dozwoli

Wszystkim ginąć, tak twardej poddając się doli.

Odmawia, w jeden zamiar i miejsce myśl wwierci.

Do broni znów się zrywam nieszczęsny, chcę śmierci,

Bo jakąż radę, jakąż zostawiał los drogę?

»Jak to, ojcze? Tyś myślał, że ruszyć się mogę

Bez ciebie? Z ust ojcowskich złe padło to zdanie?

Gdy z miasta nic już nie chcą zostawić niebianie,