Gdy nagle dziwne znaki z nieba się pokażą:

Między dłońmi rodziców i smutną ich twarzą,

Nad samą oto Jula główeczką, widomie222

Leciuchne światło rzuci nieszkodliwe płomię,

Dotykiem miękkim liżąc skroń i bujne włoski...

My włos płonący, pełni bojaźni i troski,

Strząsamy, wodą święte chcąc gasić żywioły,

Lecz ojciec Anchiz oczy podniesie wesoły

Razem z dłońmi i głosem w nieb gwiezdne bezedna:

— »Jowiszu wszechpotężny! Gdy prośba cię zjedna,