Do bram już się zbliżalim, już koniec mozołu
Zdał się bliskim, gdy nagle wiatr, zda się, przyżenie
Gromadnych odgłos kroków, a rodzic przez cienie
W dal patrząc: — »Synu — krzyknie — w nogi! Są w pobliżu,
Płonące widzę tarcze i jasny błysk spiżu!«
Tu zlękłemu sam nie wiem już jaki gniew boży
Zmieszany odjął rozum; bo gdy wśród bezdroży
Błąkam się, z drogi znanej zbiegając ukosem,
Żona Kreuza wydarta mi nieszczęsnym losem.
Czy stanęła, zbłądziła, czy siadła w uboczu