Daremnie po imieniu raz wraz jej wzywałem.

Wśród szału błądzącemu po mieście w krąg całem

Nieszczęsna mara tylko i cień Kreuzy miły,

Większy od znanej ujrzę, zjawisko z mogiły:

Zdrętwiałem, włos się zdębi, głos w gardle mi skona.

Natenczas, kojąc troski, tak ozwie się ona:

— »Dlaczego puszczasz wodze smutkowi, co boli,

O słodki mój małżonku! Nie bez bogów woli

To się stało; nie możesz brać Kreuzy z tych błoni

Ze sobą — tego wielki Olimpu król broni;