Z Gradywem236 ojcem, który nad geckimi niwy237

Władnie, prosząc, by ujrzał znak — zmienił w szczęśliwy238.

Lecz skoro trzecią gałąź, już z większym mozołem,

Kolany239 wparty w piasek, wyrywać zacząłem —

Wymówię czy zamilczę? — żałosny wśród głuszy

Jęk brzmi z kopca i taki głos wpadnie w me uszy:

— »Czemu szarpiesz nędznego? Ach, oszczędź mię w grobie

I zbożnych rąk swych nie plam! Nie obcym mnie tobie

Wydała Troja, krew ta nie z drzewa wytryska.

Ach, rzuć ziemie okrutne, rzuć chciwców siedliska!