I dwoma ołtarzami, gdzie z płaczem się garnie.
Gdy spostrzegła, że w zbroi trojańskiej nadchodzę,
Biedna, zjawy wielkimi przerażona srodze,
Drętwieje na ten widok i stoczy się blada
Na ziemię — aż po czasie długim tak powiada:
— »Tweż to lice? Prawdziwyż przychodzi to goniec,
Syn bogini? Ty żyjesz? Lub jeśli na koniec
Umarłeś, gdzie jest Hektor?« — Zalała się łzami,
Napełniając gaj krzykiem; boleść ledwo da mi
Coś rzec do nieprzytomnej, aż urwane słowa