Ledwo to rzekł, gdy ujrzym, jak na stromej górze
Wśród owiec ciężką stopą kroki stawia duże
Polifem, pasterz, dążąc, gdzie znana zatoka.
Dziw straszny i niezgrabny, ogromny, bez oka;
Odarta z kiści w drodze go wspiera sośnina,
Wełniste owce biegną tuż, rozkosz jedyna
I osłoda niedoli.
Gdy wstąpił na głębinę, gdzie wiry toń mącą,
Z jam oka wybitego krew spłukał płynącą;
Zgrzytając zębem, z jękiem kroczy, gdzie toń modra