Na plecach z trudem dźwiga, inne wiążą szereg,

Karcą zwłokę — na ścieżkach wre wszystkich robota.

Jakiż ból, o Dydono, na widok ten miota

Twym sercem? Z jakim jękiem, spod zamku powały

Na brzeg patrząc, widziałaś, jak przestwór w krąg cały

Napełnia wrzawą ciżba żeglarzy stłoczona?

Zła miłości, do czegóż nie skłonisz ty łona?!

Znów płacze, do próśb znowu się zwraca w rozterce

Znaglona i miłości poddaje znów serce,

By przed śmiercią swą wszystko uczynić, co zdoła: