Które żywią jeziora, i wieś zarośnięta
Chaszczami teraz ścichły, snem zdjęte pospołu,
Zapomniawszy trosk dziennych i pracy mozołu.
Lecz nieszczęsna Feniska, w ciężkiej uczuć burzy
W głębi piersi, przez całą noc oka nie zmruży
W śnie słodkim; wstają troski, znów budzi się w łonie
Dawna miłość i wielkim gniewem znowu płonie.
Namiętnie tak więc w sercu do siebie powiada:
— «Cóż uczynię? — ja, dawnym zalotom nierada,
Będęż o ślub Nomadów błagać, których hardo