W obozy syna z ojcem i rodem zgubiła
Do szczętu — potem mnie by pożarła mogiła!
O słońce, które widzisz wszystkie sprawy ziemi!
Junono, co masz pieczę nad troski takiemi!
Hekate, nocną porą w rozdrożach sławiona!
Mściwe jędze i bóstwa Elissy, co kona!
Przyjmijcie dar, obróćcie wzrok na mnie zbłagani
I prośby mej słuchajcie: gdy wnijść do przystani,
Do lądu dobić zbrodniarz musi z woli nieba,
Gdy z losów i wyroku Jowisza tak trzeba —