Usty przejąć! — To rzekłszy, wstępuje na stopnie,
Do łona tuli siostrę, pobladłą okropnie,
Z jękiem — i szatą suszy krew, co z ran się toczy.
Tamta, znów ociężałe podnieść pragnąc oczy,
Omdlewa; pod jej piersią krwawa rzęzi rana.
Trzykroć, wsparta na łokciu, dźwiga się znękana,
Trzykroć pada na łoże, błędnymi oczyma
Szuka światła — i znowu jęk piersi jej wzdyma.
Więc można Juno, którą jej boleść wzruszyła
I ciężki zgon, Irydę z Olimpu wysyła,