Punickimi442 wstęgami, nad morskie szli wały,
Gdy z trudem, ledwo z groźnej dobywszy się skały,
Bez wioseł, z dziurą w boku, wśród szyderczych świstań
Zwątloną łódź swą Sergest bez chwały gna w przystań.
Jak wąż, którego koło spiżowe na drodze
Zgniotło, albo wędrowiec ciężkim głazem srodze
Zranił i pół-żywego rzucił — rozciągnięty
Próżno ciałem w ucieczce wielkie toczy skręty,
Srogo błyska oczyma i ze sykiem szyję
W górę wznosi; zraniona część próżno się wije,