«Nieszczęsna Dydo! Goniec więc słowem prawdziwem
Oznajmił mi, żeś sama się mieczem zabiła?
Jam był przyczyną... Klnę się na gwiazdy, o miła
Na bogi, wierność, jeśli w podziemiach kto zna ją,
Żem niechętnie z twych brzegów ustąpił. Mną gnają
Nakazy bóstw, co dziś też mnie wiodą przez mroki,
Przez pustych pól rozłogi, cień nocy głęboki —
One naglą mnie z mocą. Nie mogłem ja wierzyć,
By odjazd mój tak ciężkich powodem był przeżyć!
Stój! Nie uchodź! Przed okiem nie pierzchaj surowa!