Wzniosłem i trzykroć gromko Many przyzywałem.

Broń i imię go strzeże; mimo starań wielu,

Nie mogłem cię w ojczyźnie pogrześć, przyjacielu!»

Na to Priamid: «Niczegoś nie zaniedbał, miły,

Wszystkoś zrobił dla smutnej Deifoba mogiły;

Lecz los mój i Lacenki554 zaciekłość namiętna

Zgubiły mnie: z jej ręki zostały te piętna.

Jak ostatnią noc, zwodną radością przejęci,

Spędzilim — pomnisz; zbytnio tkwi ona w pamięci.

Gdy złowieszczy koń w miasto wszedł raźnymi skoki,