Tu dom mój — źródło w górach wysokich, z daleka».
Rzekł i w nurtów głębokich skryje się czeluści,
Na dno dążąc. Eneja sen nocny opuści.
Wstaje i patrząc w niebo, co brzaskiem zórz płonie,
Zaczerpnie wody z rzeki w złączone wraz dłonie,
Jak zwyczaj chce, i takie do nieba śle słowa:
«Nimfy, nimfy Laurentu, skąd rzek kryształowa
Mknie fala, i ty Tybrze ze świętymi wody,
Weźcie mnie w swoją pieczę, brońcie od przygody
Gdziekolwiek cię, pełnego litości nade mną,