Gdy zamknął się i łańcuch rozerwawszy srogi

Strącił skałę, co kunsztem ojcowskiego młota

Wisiała na żelazie, i zaparł nią wrota,

Nadbiegł oto Tyryntczyk i wśród stromych stoczy

Dostępu śledzi, wokół pilnie zwraca oczy,

Zgrzytając zębem. Trzykroć, płonąc gniewu szałem,

Bada stok Awentynu, trzykroć z sercem śmiałem

Podważa głaz — i trzykroć siadł w jarze znużony. —

Niebotyczna grań, z każdej niedostępna strony,

Nad grzbietem się jaskini wznosiła pochyło;