Beczą — jego złość zasię zdejmuje zawzięta

Na ukryte, głód długo znoszony go nęka

I wściekłość, schnie krwi ciepłej pragnąca paszczęka

Tak w Rutulu, co mury i obóz w bliskości

Ogląda, wre gniew — twarde ból pali mu kości.

Nie wie, jak znaleźć dostęp, jak za szańców załom

Zwabić Teukrów na pole i wydrzeć ich wałom.

Więc flotę, co port obok miała niedaleki,

Szańcami otoczona w krąg i falą rzeki,

Napadnie; woła druhów, by nieśli łuczywo,