Ku szańcom, w szale, z włosem rozwianym u czoła;

Dobiega przednich szyków, niepamiętna zgoła.

Na męże, grozę, strzały — i skargę śle skorą:

«Takimż widzę cię, synu, co późną podporą

Starości mojej byłeś?! Samotną mnie, srogi,

Porzucasz? — Gdyś na pewną śmierć ruszał, bez trwogi,

Nie mogłam, matka, słowy789 cię żegnać tkliwemi!...

Na pastwę psów i sępów na nieznanej ziemi

Rzuconyś, a jam twego nie pogrzebła ciała,

Nie zamknęła ci oczu, ran nie obmywała!