Zwierzoną sobie bramę, nie znając co trwoga,

Otworzą i w głąb szańców przyzywają wroga.

Na prawo i na lewo, niby wieże sami

Stoją, zbrojni żelazem, błyszczący kitami,

Wyniośli — jak nad Padu kryształową rzeką

Lub nad miłą Atezą803, cień miecąc daleko,

Dwa dęby ku niebiosom, w liść strojne zielony,

Wznoszą głowy i chwieją wielkimi korony.

Widząc bramy otwarte, Rutulów gromada

Skoczy. Kwercens, Akwikuł w pięknej zbroi wpada,