Kreteja, Muz kochanka, uśmierci okrutnie,

Który nad wszystko pieśni miłował i lutnię,

Konie, broń opiewając ciągle i bój dziki.

Mnestej i Serest, wodze, słysząc, że ich szyki

W rozsypce, biegną wreszcie, gdzie bitwa wre sroga.

Rozbitych widzą druhów i w okopach — wroga.

Więc Mnestej: «Gdzie pierzchacie, gdzie śpieszycie w pędzie?

Jakiż was — woła — inny obóz chronić będzie?

Jeden mąż, osaczony w krąg przez nieprzyjaciół,

Takie stosy bezkarnie wśród obozu naciął,