Spieniony nurt pod piersią wre mu wśród szelestu.

Tylu mężów dobranych na statkach trzydziestu

Na pomoc Troi gnało, tnąc spiżem bałwany.

Już dzień zeszedł i Febe swój rydwan świetlany

Na szczyt nieba ciemnego wtaczała pomału.

Enej, gdy troska spocząć nie dawała ciału,

Sam usiadłszy ster trzymał i w pieczy miał żagle,

Gdy oto towarzyszek chór przed nim się nagle

Pojawi: nimfy morskie, w które matka miła

Cybele jego własne statki przemieniła.