Pallas, wierząc fortunie, w zaufaniu ślepem,
Choć słabszy, tak się modli, w niebo wznosząc lica:
«Przez gościnność, doznaną niegdyś u rodzica,
Błagam, Alcydzie, wspomóż śmiałe chęci moje!
Niech ujrzy mrąc, jak zedrę z niego krwawą zbroję,
Niech zwycięzcę gasnące ujrzą Turna oczy!»
Słyszy Alcyd821 młodziana — ból ciężki go tłoczy
I z jękiem łzy daremnie wylewać zaczyna.
Więc rodzic tak przyjaźnie się ozwie do syna:
«Dzień swój każdy ma. Krótki czas naszych jest przeżyć,