Ów sądził pewnie, że mu przechwałka wystarczy,
I wielką pychą wzdęty, nie myśląc o grobie,
Siwiznę i wiek długi obiecywał sobie.
Tamże Tarkwit, w błyszczącej zbroi syn Driopy
Nimfy i Fauna, zabiegł mu raźnymi stopy
Z przeciwka. On oszczepem, niby piorun, na skał
Bijący zręby, tarczę i pancerz mu strzaskał.
Potem, nim jeszcze lista szepcące coś skrzepły,
Głowę z karku odrąbie mu i tułów ciepły
Kopnąwszy, tak przemawia, srogi do ostatka: