Kiedy ów pochylony drzewcem konie smaga
I lewą wysuwając nogę cios wymierza,
Nadleci włócznia, krawędź lśniącego puklerza
Przeszyje mu i utkwi tuż przy lewym biodrze,
On, strącon z wozu, spada w piach, brocząc krwią szczodrze.
Zbożny Enej gorzkimi tak rzecze doń słowy:
«Lukagu! Nie rumaków cię rozpęd wichrowy
Zdradza, nie majak, miecion koniom przed kopyta:
Sam rzucasz rydwan, skacząc w dół!»
To rzekłszy, chwyta