Król Ozyn na niej przybył z kluzyńskiego brzega.

W ucieczce trwożne widmo Eneja tam wbiega

I chowa się w kryjówki — ale Turn bez zwłoki

Nastaje i most w pędzie przebiegnie wysoki.

Ledwo dopadł pokładu, Saturnka troskliwa

Rwie sznur i łódź na pełne odmęty porywa...

Enej nieobecnego na próżno w bój woła,

Wielu mężów w mrok śmierci strącając dokoła.

Już larwa się w pomroczu nie kryje głębokiem,

Lecz w przestwór lecąc, z sinym się zmiesza obłokiem,