Zmywał wodą i głowę znużoną wsparł na pień

Ległego drzewa, krzepiąc się z ciężkich utrapień.

Hełm zwisnął na gałęzi, broń leży na łące,

W krąg stoi młódź dobrana. On, dysząc, blednące

Skłoni czoło — na piersi mu spływa włos brody.

Wypytuje, jak w polu się sprawia Lauz młody,

Śle przez gońców wezwania i rady dla syna.

Zaś Lauza na puklerzach żałobna drużyna

Z płaczem niosła, ległego od okropnej rany.

Poznał z dala jęk rodzic, przeczuciem złamany;