Niemniej i z drugiej strony, wśród Latynów, wrzała
Robota. Liczne stosy wznoszą, ległych ciała
Jedne w ziemię zakopią, inne w noc i we dnie
Do bliskich ziem i w miasta odnoszą sąsiednie.
Resztę na stos ogromny pozbierawszy, społem
Bez liczby i wyróżnień palą. Wielkim kołem
Płonące ognie obszar pól złocą szeroki.
Już trzecia zorza chłodne rozproszyła mroki:
Jęcząc, zebrany popiół z kośćmi zbielałemi
Grzebią i kryją kopcem z ciepłej jeszcze ziemi.