Mknie Kamilla nieszczęsna w dal na włóczni chyżej.

Zaś Metab, gdy tłum wrogów nastaje wciąż bliżej,

Skoczy w nurt i wyrywa w darni uwikłany

Oszczep z dziewką, oddaną pod opiekę Diany.

Nie przyjęły go grody, ni wiejskie poddasza;

On sam, dla dzikiej dumy, nigdzie się nie wprasza,

Pasie trzody i w górach przepędza czas cały.

Tam córeczkę swą, między omszałych pni zwały

Wykarmia mlekiem klaczy, ściągniętej ze stada,

Cisnąc wymię, gdy dziecię doń usta przykłada.