Gołębia pod skłębionych chmur dosięga wały854
I rwąc szpony krzywymi, do uczty się bierze:
Z góry społem krew spada i wyrwane pierze.
Rodzic ludzi i bogów, na niebie wysokiem
Cały przebieg zapasów bystrym śledząc okiem,
Tyrreńczyka Tarchona na bitewne szały
Pobudzi wtenczas, gniew w nim wznieciwszy niemały.
Wśród tłoku pierzchających i w lotnych strzał świście
Gna on konno i hufce zachęca ogniście,
Po imieniu wołając i krzepiąc w nich ducha: