«Jakiż strach, niepoprawna i na wszystko głucha

Gromado, gna cię? Także855 trwożnymi jesteście?!

Taki szyk dał się strwożyć i rozbić niewieście?

Daremnie więc żelazo nosim i oszczepy?

Do psoty wyście pierwsi, na nocny bój ślepy,

Gdy kręty Bakchusowy flet z oddali załka!

Gdzie uczty, pełne czasze oznajmia piszczałka,

Tam pędzicie, gdy wieszczek do ofiar znak daje

I tłusty udziec nęci, by w ciemne biec gaje!»

To rzekłszy, spina konia, gnając nieubłagan