Ona, naprzód prąc swego bachmata,

Nie słyszy świstu włóczni, co szybko nadlała,

Aż w pierś jej odsłoniętą uderzył grot długi,

Utkwił w niej i panieńskiej krwi wytoczył strugi.

Skoczą drużki przelękłe, podejmą ramiony

Mdlejącą panią. Arruns pierzcha przerażony,

W piersi jego z radością lęk miesza się razem:

Nie śmie dłużej przed panny się jawić żelazem.

Jak wilk, nim strzały za nim pogonią, bez zwłoki

Uchodzi w niedostępnych gór wąwóz głęboki,