Gdy zagryzie pasterza lub wielkiego byka —

Świadom zuchwalstwa, ogon podwinąwszy, zmyka

Z bojaźnią, w głuchych borów się kryjąc pomroczu:

Nie inaczej i Arruns uchodzi sprzed oczu

I szukając schronienia w tłum zbrojny się wciska.

Ona pocisk wyrywa dłonią, zgonu bliska,

Lecz grot między żebrami tkwi w ranie głęboko.

Słania się, tracąc siły; mgłą zajdzie jej oko

Śmiertelną — lica, przedtem rumiane, przybledną...

Konając tedy, Akkę, z rówieśnic swych jedną,