Przyklaśli wszyscy; czego dla siebie się bali,
To znieśli, gdy w jednego nędzarza los wali!
Już nastał dzień okropny: w ofiarne obrzędy
Krupy, sól i opaski gotują mi wszędy...
Uszedłem śmierci — wyznam — i zerwałem pęta,
W bagniem krył się184 w noc, kędy trzcina rozrośnięta,
Czekając aż odpłyną, jeśli płynąć mieli.
Żadna mi się nadzieja ujrzenia nie ścieli
Ojczyzny, drogich dziatek i miłego ojca!
Zapewne mą ucieczkę mszcząc, srogi zabójca