I nikt z rany Eneja nie chlubił się potem.
Turn widząc, że ustąpił Enej ranny grotem
I wodzów lęk ogarnia, wre znowu ochoczy
Męstwem; o konie woła i oręż wyskoczy
Na pyszny wóz i w dłonie raźno wodze chwyta.
Wielu mężnych uśmierci, wielu, rwąc z kopyta,
Pół żywych rzuca; wozem tłum od trwogi ślepy
Prze, zbiegłym wbija w karki ich własne oszczepy.
Jak nad Hebru falami chłodnymi, krwią splamion,
Mars tarczą grzmi i ufny w potęgę swych ramion