Gromkim głosem. Ilekroć obróci nań oczy

I gnając konie w bystrym zapędzie poskoczy,

Tylekroć wstecz Juturna rącze zwraca konie...

Cóż ma począć, strapiony? Daremnie mu w łonie

Wre burza trosk, daremnie goreje gniew ślepy.

Wtem Messap, co w lewicy dwa dzierżył oszczepy

Lekkie, każdy z żeleźcem misternie wykutem,

Jeden z nich na Eneja sprawnym miota rzutem.

Enej stanie, puklerzem pierś kryje bez trwogi

I klęka na kolano; przecież oszczep srogi