Niepomne pana swego, co wił się po ziemi,

Stratowały go konie kopyty raźnemi.

Ów Hyllowi, co naprzód parł pośród przechwałek,

Zabiegł i skronie przeszył włócznią. Runął śmiałek,

Przez hełm złoty w mózgu utkwił oszczep srogi.

I twa prawica w boju, Kreteju bez trwogi,

Nie zdzierżyła Turnowi. Bogi też Kupenka

Nie ustrzegły: Eneja dosięgła go ręka;

Runął — nie pomógł puklerz ze spiżu kowany.

I ciebie też laurenckie zobaczyły łany