Pozwolęż, by gród ginął (co jedno zostało),

Czynem mowę Drancesa stwierdzając sobaczą?

Turna pierzchającego te ziemie zobaczą?

Czyż tak straszno jest umrzeć? — Wy bodaj, o Many,

Sprzyjajcie, kiedy Olimp na mnie zagniewany!

Wolny od skazy, winy tej zgoła nieświadom,

Zestąpię do was, równy mym wielkim pradziadom!»

Ledwo to rzekł, gdy przez tłok wrogów Saces śmiały

Na spienionym rumaku, w twarz ranion od strzały,

Rwie cwałem tuż, wołając Turna jego mianem: