Tłum wrogów prze, las nagich zjeża się brzeszczotów

Żelazny — a ty wozem gnasz przez puste trawy!»

Zdumiał się Turn na obraz niedoli tak łzawy

I stanął odrętwiały. W sercu mu zbolałem

Wre wstyd, żałość ze ślepym pomieszania szałem,

Wielka miłość i męstwo, świadome swej siły.

Ledwie mu one mroki z duszy ustąpiły,

Ku murom zwrócił oczy, co żarem mu płoną,

Na wielkie miasto patrząc z twarzą zachmurzoną.

Oto morze płomieni, żrąc piętro po piętrze,