Korzenia nie drgnął nawet grot, silnie ugrzęzły.

Tymczasem, kształt woźnicy przybrawszy Metyska,

Córka Dauna miecz znowu do rąk bratu wciska.

Wenus, na śmiałej nimfy czyn spojrzawszy gniewnie,

Skoczy i wyrwie oszczep, w twardym tkwiący drewnie.

Zaczem skrzepieni, bronią wstrząsając buńczucznie,

Ten w miecz ufny, a tamten w potężną swą włócznię,

Ciężko dysząc na Marsa znój biegną szalony.

Tymczasem król Olimpu rzecze do Junony,

Co z chmury zrumienionej patrzała na boje: